Czy my w Polsce nie możemy uczyć się na cudzych błędach, tylko zawsze na swoich? Zawsze musimy być w tyle. To już staje się mocno irytujące. Kto ma łeb na karku jest o krok do przodu przed konkurencją. My jesteśmy o krok do tyłu. W Izraelu (tak w tym Izraelu, z którego wywodzi się więcej Noblistów niż jakiegokolwiek innego kraju) rozwijają sieć stacji wymiany baterii samochodowych. Uniezależniają się od ropy na drogach. Alternatywne źródła energii stają się dla nich standardem. My Polacy natomiast kilkaset kilometrów od nich bijemy się o ropę dla Amerykanów. Paranoja.
Ogarnia mnie wzruszenie jak wysokiej klasy światowego artystę Romana P. w jakże brutalny i niehumanitarny sposób chcą postawić przed sądem i sprawiedliwie osądzić. Ten nieskazitelnej biografii dżentelmen w podstępny i zaszczuty sposób zwabiony na czerwony dywan w paskudny cywilizowany sposób zatrzymany i doprowadzony do aresztu. Szok. Te demokratyczne hieny dopadły tego bezbronnego chłopca i będą się na nim pastwić. Skandal. I to wszystko za gwałt na dziecku. Skandal. Ciężko jest być sławnym…
Kilka wątków. Trochę przyziemnie, a trochę metafizycznie. Miałem przyjemność uczestniczyć w konferencji InternetBeta. Fajna sprawa, Rzeszów się rozwija, internetowo stoi bardzo mocno, wyrasta na źródełko polskiego internetu. Może hasło przewodnie miasta “Rzeszów Stolicą Innowacji” zacznie coś znaczyć. Fajnie, ale ja nie o tym. Był tam wykład “Internet is the new LSD“. A, że LSD jest jak RedTube – nikt nie widział, a każdy wie o co chodzi, dla upewnienia się zaczerpnąłem wiedzy tu i piszę. Internet bez wątpienia poszerza horyzonty. W jednej sekundzie możemy zarazem być w dowolnym miejscu, połączyć się z dowolną osobą na drugim końcu świata. Tak metafizycznie. Do tego daje kopniaka, odrywa od rzeczywistości. Świat jest zdecydowanie inny: lepszy, szybszy, bardziej kolorowy. Z pewnością powstał już nie jeden elaborat na ten temat, więc za bardzo się nie będę rozpisywał. Tak krótko tylko zaznaczę, jak bardzo zaczynają być widoczne skutki uzależnienia i przedawkowania. Będzie to postępowało patrząc na stopień w jakim to wciąga. Z resztą ja tam zawsze twierdziłem, że człowiek musi być od czegoś uzależniony. MUSI. Zawsze tak było. Pewnie lepszy internet niż wódka czy LSD. Poza tym nie da się już tego zatrzymać więc niech krąży w tych naszych żyłach. Może kiedyś wymyślą teleport i wszystko wróci do normy. Facebook zbankrutuje i powrócą bliższe kontakty. Takie bardziej cielesne. Tylko wtedy już nam wszystko poobsycha i nie będzie czego dotykać;)
Czas napisać o Jacksonie. Każdy pisze, to nie będę gorszy. Dziś go zakopali. Żal chłopa, ale przyznam nieskromnie, że jego śmierć nie wywołała we mnie specjalnego podniecenia. No może trochę, ale nie na tyle, aby uronić łezkę, czy kupić specjalną reedycję, reedycji, reedycji Trillera wszechczasów. Trochę więcej emocji wzbudził we mnie fakt, że wiadomość o jego śmierci zbiegła się ze śmiercią 153 paseżerów Jemeńskiego Airbusa który runął do oceanu. Fakt ten pewnie wogóle przeszedłby bez echa, gdyby nie cudowne ocalenie jednej pasażerki. No cóż takie życie medialnych rekinów i płotek. Poczytniejsza informacja wygrywa. Dziwne to wszystko, ale nie było jeszcze takiego, który by to wszystko ogarnął. Mam tylko nadzieję, że zakup biletu na samolot pozwoli cieszyć się z lądowania, jak przesłychanie wspaniale wydanej edycji reedycji…
Człowiek ledwo co zacznie się swoją weną dzielić z innymi, a tu od razu go chcą udupić:). Mowa oczywiście o nowelizacji prawa prasowego. Nowelizacja zwana blogerską: http://prawo.vagla.pl/node/8541.
Zahuczało w sieci. Wykopy, przesyłane linki i komentarze na opiniotwórczych blogach. Mój blog nie jest opiniotwórczy, ale też skomentuje.
Nie podnieciłem się za bardzo, w ogóle uważam, że są bardziej podniecające rzeczy niż nadmuchiwanie baniek medialnych. Problem ten istnieje już od kilku lat, a politycy zawsze będą chcieli położyć łapę na mediach – w jakiejkolwiek formie by te media nie funkcjonowały. Nie spodziewam się jednak, że przyjdą po mnie i mnie przymkną. Jeśli jednak przyjdą do mnie politycy z konkretnymi ofertami współpracy będę się cieszył, bo to będzie oznaczać, że jestem ważny:) Jak na razie mi to jednak nie grozi, Wam też szanowni koledzy blogerzy:) Jeśli komuś grozi to niech się cieszy, może TVN o nim wspomni i kasa popłynie szeroką rurą:)
Marzenia.
Świetny komentarz rysunkowy (zresztą jak zwykle) w dzisiejszej rzepie przedstawia Andrzej Krauze.




http://www.rp.pl/galeria/243943,1,320470.html
Prosiaczek jednak jak to świnia – niewzruszony ludzką tragedią sieje postrach na lewo i prawo. Ma szczęście bo jak nigdy posiada sprzymierzeńca w mediach. Tym razem mu się piecze na chłodno i może się troszeczkę pomścić za lata pastwienia, rusztu i grilla. Ma nas! Ja się tam mu w odróżnieniu od Kubusia nie dziwię – ma swoje pięć minut to korzysta. Można tylko mieć pretensje dlaczego akurat teraz w dobie kryzysu zaatakował wirusową grypą. Cham nad chamy, ale czego można się spodziewać po świni! Dobrze, że media zachowują się w tym temacie po dżentelmeńsku i nie robią z igieł wideł, tylko kulturalnie świnię z widłami skierowaną ku rasie ludzkiej przedstawiają. Mały smrodek się unosi jednak w powietrzu, ale za bardzo nie ma się co dziwić jak otaczamy się takim tematem. Tak ogólnie to jedna rzecz mnie personalnie drażni – kurczaki drożeją, a ja jednak zawsze jakoś bardziej za ptactwem niż za wieprzowiną byłem. Więc w temacie grypnym to jedno może drażnić. Nie doszukuje się jednak spiskowej teorii dziejów na ceny pomidorów i ogórków w tym roku, choć te także podejrzanie drogie. Może to wielkie lobby kurczakowi-warzywne mści się za grype ptasią (ach co to były za czasy dla mnie – miłośnika piersi kurczaczych w promocji za 9.99), a może jednak nie. Miejmy nadzieję, że to nie aż taka polityka bo zarówno Pan Krauze (ten od rysunku rzecz jasna) jak i mój blog zmiecione zostaną z piedestału siłą świńskiego odoru. Po prostu każdy ma swoje zwierzęce 5 minut, były krowy, były ptaki czas na świnie – i to minie.
Zbliża się w mediach sezon ogórkowy, trochę się boję pomyśleć co będzie na topie.
Cóż, trzeba czekać i przytoczyć klasykę psychodelicznej kinematografii. Human Traffic – ktoś kojarzy? Było tam takie jedno znamienne, acz jak wiele mówiące „Paranoja!”.
No tragedia… Miał być zapał, pisanie, zacne komentarze i przemyślenia:) A tu co… Hehe, widać co…:)
Wytłumaczę się brakiem czasu i ciekawych myśli. Choć tak na prawdę myśli jest mnóstwo ale jakoś inaczej artykułowane niż na blogu. Brakiem czasu też trudno to tłumaczyć, bo zawsze 10 minut powinno się znaleźć, najgorzej jednak zgrać ten czas z weną na pisanie. To już znacznie trudniejsze. Powinienem w ramach ćwiczeń, chociażby pisania na klawiaturze:P No cóż, w takim tempie za jakieś 10 lat dorobię się “latest posts”
Tymczasem może zaproszę na findability.pl – tam troszeczkę częściej jestem:) Choć też nie za często:)
Postanowiłem założyć bloga na którym będę mógł napisać wszystko i o wszystkim. W interaktywnycm świecie istnieje duża presja wyrażania samego siebie poprzez taki ekshibicjonizm. Czemu więc się nie pokazać? Postanowiłem po zmienić. Ponieważ nie posiadam konta na naszej klasie, więc nie istnieje;) Jednak jak każdy potrzebuję, żeby inni pisali o mnie w stylu “jaka cudowna rodzina”, “pięky pies” czy “wow… niezła dupa z tej Twojej laski”. Pokażę się w troszeczkę inny sposób… Zatem przystępuję do dzieła. Hello World!