Podobno pieniądze szczęścia nie dają. Jako, że amerykanie mają ich w nadmiarze, zwykli wydawać kupę kasy często na bzdurne badania. Tym razem wydali je w mojej opinii całkiem rozsądnie, ponieważ zbadali coś o czym marzy każdy Homo Sapiens – SZCZĘŚCIE I PIENIĄDZE. Okazuje się, że 75 000 dolarów zarobków rocznie jest magiczną granicą ludzkiego szczęścia, o czym piszą w Times. Do tej kwoty korelacja pomiędzy zarobkami a poczuciem szczęścia jest zauważalne. Po przekroczeniu tej granicy korelacja pomiędzy szczęściem i zarobkami nie jest zauważalna. Badania zatem potwierdziły to co od dawna podejrzewałem. Mianowicie pieniądze dają szczęście, dopóki nam na ich punkcie nie odwali. Fajnie zatem być bogatym, ale obrzydliwie bogatym niekoniecznie. Do pewnego poziomu pieniądze pomagają w życiu, ale po przekroczeniu pewnej magicznej granicy (teraz już wiemy o jaką granicę chodzi) czar pryska. Oczywiści chodzi o to, że zmieniają się nam priorytety i kasa staje się celem samym w sobie. Tak na prawdę takie wyniki są intuicyjnie przewidywalne, przy czym nie wiadomo było o jaką kwotę chodzi.75 000 dolarów rocznie (około 6 tys. dolarów miesięcznie) to wg mnie nie jest duża kwota. Oczywiście w przeliczeniu na polskie warunki 18 000 zł miesięcznie to już jest próg osiągalny dla nielicznych. Strzelam teraz, ale obstawiam, że są to zarobki maksymalnie 3 procent społeczeństwa. Żeby poznać tą kwotę na naszym podwórku zapewne trzeba by było przeprowadzić własne badania. Znajmy jednak w przybliżeniu poziom tych zarobków i możemy dążyć do tej kwoty. Wiemy też, co myślę jest dość ważne – pieniądze wszakże dają szczęście. Jest to pocieszająca wiadomość, dla ludzi którzy tego szczęścia nie mają i nie mają też pieniędzy. Wystarczy zarobić i to szczęście kupić. To wbrew pozorom jest pozytywne, bo wg naszych polskich przekonań za pieniądze szczęścia kupić się nie da. Na szczęście to bzdury, pod warunkiem zachowania umiaru.
Klucz do sukcesu
Bardzo prosty klucz do sukcesu. Nie tylko w sprzedaży, nie tylko w komunikacji z klientem. Przede wszystkim klucz do sukcesu w życiu. To takie banalne i proste, ale nie każdy zna tą tajemnicę. Niektórzy natomiast w nią nie wierzą. Ci którzy nie wierzą pewnie siedzą gdzieś przed telewizorem, albo przeglądają pudelka żyjąc cudzym życiem. Kluczem do sukcesu jest dążenie do celów i bycie w tym skutecznym. Żeby być skutecznym i sprawnie realizować swoje cele trzeba po prostu… No zobaczmy sami:
Klient też człowiek
Krótka i prosta rada. “Klient też człowiek”. Wiele osób zapomina o tej oczywistej oczywistości. Trzymają się sztywnych reguł typu “Nie zaczynam pisania maila od witam ponieważ jest mało formalne. Zawsze zaczynam maila od Dzień dobry” Podejście takie odczłowiecza klienta. Klientem jest każdy z nas – w sklepie, w pracy, nawet w domu. Zawsze lepiej jest gdy obsługa w sklepie uśmiechnie się i powie coś “po naszemu”. Kiedyś spytano mnie czy zawsze staram się skrócić dystans z klientem zbliżając się do niego. Byłem zdziwiony tym pytaniem ponieważ jest dla mnie oczywiste, że zawsze staram się zbliżyć do klienta. Oczywiście każdy klient jest inny i trzeba do tego podchodzić z rezerwą. Nie do każdego można powiedzieć “ziomal choć na bro”, ale w ramach tego jak ktoś pozwala należy do niego podejść jak najbliżej. Pamiętajmy, że klient też człowiek, a człowiek jako istota stadna pragnie mieć przyjaciół.
Jeśli miałbym to podsumować jednym zdaniem to napisałbym “każdy robi kupę”. Może to nie jest zbyt polityczne określenie, ale taka jest prawda. Nawet królowie chodzą do kibelka, ponieważ, jak każdy z nas, są tylko ludźmi. Pamiętajmy zatem, że klient też człowiek i nie bądźby zbytnimi sztywniakami komunikując się z nimi. Można sobie czasem pozwolić na odrobinę luzu, bo wbrew powszechnym opiniom luz także może być profesjonalny, elegancki i przynoszący sukces (czyt. zyski).
Zmiana charakteru bloga
Dziś postanowiłem zmienić charakter mojego bloga. Albo inaczej. Nadać charakter. Do tej pory blog był bezpłciowy, bezwartościowy i znaczna ilość wejść na stronę była wygenerowana przez googla i frazę “marcin lipiec”. Postanowiłem to zmienić. Zdecydowałem, że podzielę się moją wiedzą, przemyśleniami przede wszystkim związanymi ze sprzedażą i marketingiem, przekształcając tego bloga w tak zwanego bloga eksperckiego.
To co było do tej pory największym problemem to brak treści. Za rzadko pisałem więc jak już coś pojawiło się na blogu to nie miało spójnego charakteru. Teraz postanowiłem, że będę pisał, krótkie ciekawe wpisy. Czasem case study, czasem przemyślenia. Zawsze krótko i na tematy z konkretnych dziedzin. Skupię się na marketingu internetowym, psychologii sprzedaży, public relations, a może nawet zahaczę o socjologię.
Zaczynajmy więc, dziś pierwszy wpis.
Zmiana nazwy urzędu skarbowego
Dziś podczas śniadania rozmawialiśmy z Magdaleną o tym dlaczego w naszym kraju jest tak do dupy:) Co może być powodem, że np. Szwajcaria czy USA rozwijają się szybciej? Po krótkiej debacie moje liberalne poglądy wzięły górę i wszystko stało się jasne. Powodem jest cholerna biurokracja. Wiem, wiem, ameryki nie odkryliśmy. Raczej powtarzaliśmy utarte frazesy w stylu “mniej państwa w państwie” i takie tam banały. Ja na czele tej piramidy biurokracyjnej postawiłem Urząd Skarbowy. Wg mnie jest to najczarniejsza owca i największy hamulcowy rozwoju polskiej przedsiębiorczości. Ile firm zniszczyli tego nikt nie wie. Dzieje się tak, ponieważ z jakiegoś nieznanego powodu Urząd Skarbowy budzi w obywatelach strach i bezczelnie korzysta z tego swojego ciemnego wizerunku. Urzędnikom pasuje, że mają władzę i ludzie się ich boją. Systuacja ta jest jednak patologiczna, bo to urzędnicy powinni nam leżeć u stóp. To dzięki nam mają pracę i de facto są naszymi pracownikami. My jako ich pracodawca nie możemy jednak nic zrobić.
W tym miejscu jednak zadaliśmy sobie pytanie, czy może jest jednak jakiś sposób aby to zmienić. Magdalena wpadła na genialny pomysł, aby zmienić im nazwę. Rzeczywiście pomysł jest genialny jak i prosty. Wystarczy ich ośmieszyć i zabrać im to co jest ich siłą. Mam tu na myśli powagę urzędu. Zburzmy tą barierę psychologiczną i prawmy aby urząd stał się naszym poddanym. Zmieńmy im nazwę na infantylną, tak, żeby sami zrozumieli jaki jest właściwy porządek i kto tu rządzi.
Postulujemy zatem odmianę nazw:
„Urząd Skarbowy” na „Skarbuś”
oraz
„Urzędnik Skarbowy” na „Skarbek”, a „Urzędniczka Skarbowa” na „Skarbiarka”
Petycję umieściłem tu
Jeśli podpisze ją 100 osób, zacznę ją promować i zobaczę co z tego wyjdzie:)
Debata
Wiem, że są osoby, które subskrybują mojego bloga, więc z pozdrowieniami dla nich, po miesiącach nieobecności coś napiszę:) Pozdrawiam wszystkich subskrybentów;). Zaraz zacznie się debata prezydencka. “Final cobat” po dwóch miesiącach nudy i obiecywania budowy autostrad przyszedł czas. Nie wiem czy to Państwo jest chore, czy to my jako naród, ale powinniśmy mieć do siebie spore pretensje. Przecież to nasza wina, że wyhodowaliśmy na swoim ciele takiego wrzoda. Wrzoda jakim jest możliwość wciskania sobie takiego kitu. No na miłość boską prawica jako homofile, liberałowie malujący się na czerwono. Kandydaci na prezydenta obiecujący budowę autostrad. Co prezydent ma wspólnego z autostradami? A najgorsze w tym wszystkim, że to nasza wina. Tak nasza – narodu. Gdybyśmy tego wszystkiego nie chcieli słuchać, nie bawiło by nas to i gdybyśmy solidarnie wyrazili sprzeciw to może nie robili by z siebie takich pajaców i nie ośmieszali siebie jednocześnie obrażając nas – homo sapiens. Ale nie, homo democraticus pozwala na ten cyrk z uporem. Skoro na to pozwalamy to nie dźiwmy się później, że mamy taką a nie inną sytuację. Bo nie mamy prawa później narzekać skoro głosujemy pilotem i włączamy tą cholerną debatę. Nie ukrywam, że i ja do tego pajacowania się przyłączam, bo też to będę oglądał. Znów zdegustowany i zniesmaczony świadom tego, że przyczyniam się do tego, że w kolejnej kampanii będzie jeszcze gorzej… Przepraszam, to też moja wina, że ten cyrk się właśnie rozpoczyna…
Krok do tyłu
Czy my w Polsce nie możemy uczyć się na cudzych błędach, tylko zawsze na swoich? Zawsze musimy być w tyle. To już staje się mocno irytujące. Kto ma łeb na karku jest o krok do przodu przed konkurencją. My jesteśmy o krok do tyłu. W Izraelu (tak w tym Izraelu, z którego wywodzi się więcej Noblistów niż jakiegokolwiek innego kraju) rozwijają sieć stacji wymiany baterii samochodowych. Uniezależniają się od ropy na drogach. Alternatywne źródła energii stają się dla nich standardem. My Polacy natomiast kilkaset kilometrów od nich bijemy się o ropę dla Amerykanów. Paranoja.
Kolejna łza wzruszenia
Ogarnia mnie wzruszenie jak wysokiej klasy światowego artystę Romana P. w jakże brutalny i niehumanitarny sposób chcą postawić przed sądem i sprawiedliwie osądzić. Ten nieskazitelnej biografii dżentelmen w podstępny i zaszczuty sposób zwabiony na czerwony dywan w paskudny cywilizowany sposób zatrzymany i doprowadzony do aresztu. Szok. Te demokratyczne hieny dopadły tego bezbronnego chłopca i będą się na nim pastwić. Skandal. I to wszystko za gwałt na dziecku. Skandal. Ciężko jest być sławnym…
Internet – nowe LSD
Kilka wątków. Trochę przyziemnie, a trochę metafizycznie. Miałem przyjemność uczestniczyć w konferencji InternetBeta. Fajna sprawa, Rzeszów się rozwija, internetowo stoi bardzo mocno, wyrasta na źródełko polskiego internetu. Może hasło przewodnie miasta “Rzeszów Stolicą Innowacji” zacznie coś znaczyć. Fajnie, ale ja nie o tym. Był tam wykład “Internet is the new LSD“. A, że LSD jest jak RedTube – nikt nie widział, a każdy wie o co chodzi, dla upewnienia się zaczerpnąłem wiedzy tu i piszę. Internet bez wątpienia poszerza horyzonty. W jednej sekundzie możemy zarazem być w dowolnym miejscu, połączyć się z dowolną osobą na drugim końcu świata. Tak metafizycznie. Do tego daje kopniaka, odrywa od rzeczywistości. Świat jest zdecydowanie inny: lepszy, szybszy, bardziej kolorowy. Z pewnością powstał już nie jeden elaborat na ten temat, więc za bardzo się nie będę rozpisywał. Tak krótko tylko zaznaczę, jak bardzo zaczynają być widoczne skutki uzależnienia i przedawkowania. Będzie to postępowało patrząc na stopień w jakim to wciąga. Z resztą ja tam zawsze twierdziłem, że człowiek musi być od czegoś uzależniony. MUSI. Zawsze tak było. Pewnie lepszy internet niż wódka czy LSD. Poza tym nie da się już tego zatrzymać więc niech krąży w tych naszych żyłach. Może kiedyś wymyślą teleport i wszystko wróci do normy. Facebook zbankrutuje i powrócą bliższe kontakty. Takie bardziej cielesne. Tylko wtedy już nam wszystko poobsycha i nie będzie czego dotykać;)





